INFORMACJE   ODDZIAŁ PRZEDSZKOLNY     M E N U
     
– Z życia szkoły:
Galeria 2026.01.06
Nadzieją się cieszą! — nasza opowieść X Trzcianeckiego Orszaku Trzech Króli, czyli...
wędrowanie do Nowonarodzonego.

6 stycznia 2026 r.
fot. Archiwum Szkoły (aut. Krzysztof Felsmann)
tekst: Krzysztof Felsmann
Nadzieją się cieszą! — nasza opowieść X Trzcianeckiego Orszaku Trzech Króli
Wyruszyliśmy razem w przestrzeń miasta i wyobraźni, bo tak właśnie przeżyliśmy X Trzcianecki Orszak Trzech Króli. We wtorek 6 stycznia 2026 r. o godz. 11.00 rozpoczęliśmy świętowanie Eucharystią w kościele pw. św. Jana Chrzciciela, a potem Trzcianka zamieniła się w żywą opowieść biblijną, pulsującą ruchem, śpiewem i kolorem. Po Mszy św. zgromadziliśmy się w Parku 1 Maja, a o godz. 12.00 ruszyliśmy dalej, już jako barwny pochód aniołów, pasterzy i królów. Pod hasłem "Nadzieją się cieszą!" przeszliśmy jako wspólnota uczniów, rodzin i mieszkańców, niosąc radość oraz odrobinę teatralnej dramaturgii. W realizację orszaku zaangażowani byli: Katolicka Szkoła Podstawowa, Szkoła Podstawowa nr 2, oaza młodzieżowa i członkowie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.
Będąc na dworze Heroda, poczuliśmy napięcie gęste niczym kadzidlany dym. Władza błyszczała tam pozornym splendorem, a złoto i purpura próbowały zagłuszyć niepokój serca. Odgrywając tę scenę, odkrywaliśmy, jak spryt i pycha potrafią przywdziać maskę majestatu. Była to dobra chwila na historyczną refleksję: postać Heroda Wielkiego fascynuje badaczy od wieków, bo obok rozmachu architektonicznego i politycznego talentu kryła ona bezwzględność, stając się symbolem władzy lękającej się utraty wpływów. My pokazujemy ten kontrast gestem, słowem i scenicznym wyobrażeniem, a ciężkie dialogi pozwalały widzom dostrzec powagę schyłku dyktatorskiego.
Z dworskich komnat przenieśliśmy się do gospody, miejsca z pozoru zwyczajnego, a w istocie pełnego życia. Tu pachniało chlebem, słychać było śmiech, stukot naczyń oraz gwar rozmów. Gospodarska codzienność spotkała wędrowców, a my zagraliśmy tę scenę z energią i humorem, bo przecież karczma od zawsze stanowiła centrum informacji, plotek i niespodziewanych spotkań. W kulturze średniowiecznej takie przybytki bywały nieformalnymi kronikami epoki. Każdy podróżny zostawiał tu fragment świata. Na naszej scenie to centrum ludzkich zachowań zawirowało beztroską, wróżeniem, bałwochwalstwem, pijaństwem, lenistwem, swawolą, a publiczność łatwo odnalazła swoje przywary wśród rozbawionych postaci. Jednak dłużej tu nie mogliśmy zostać: sumienie przyzywało do dalszej drogi.
Kulminacja emocji nastąpiła podczas walki dobra ze złem. Stanęliśmy na drodze naprzeciw białych i czarnych postaci, symbole mówiły głośniej niż słowa — starli się aniołowie i nawołujące do porzucenia szczęścia diabły. Dobro zajaśniało spokojem i nadzieją, zło szarżowało hałasem oraz chaosem. Ten fragment dramatu biblijnego odtworzyliśmy w drodze, ponieważ odwieczny konflikt wartości wciąż nie traci na aktualności. Motyw psychomachii, czyli duchowej walki cnót z wadami, obecny był już w literaturze późnego antyku i przez wieki inspirował artystów. My wpisaliśmy się w tę tradycję, choć z dziecięcą fantazją i teatralnym przymrużeniem oka.
Mijając kościół, zatrzymaliśmy się przy bramie anielskiej, miejscu zawieszenia między codziennym krokiem a chwilą skupienia. Tam rozegrał się taniec aniołów, lekki, rytmiczny i pełen światła, jakby powietrze na moment stało się skrzydlate. Ruchy postaci niosły spokój, radość oraz wewnętrzną harmonię. Ten fragment orszaku odczytaliśmy jako metaforę drogi wiary: wejście w przestrzeń świątyni porządkuje myśli, umacnia ducha i dodaje anielskiej siły na dalszą wędrówkę. Kościół jawił się tu nie tylko jako budowla, lecz jako źródło energii, dzięki której lżejszym krokiem, z sercem gotowym nieść dobro kroczy się dalej, nawet wtedy, gdy codzienność próbuje podcinać skrzydła.
Finał zaprowadził nas do szopki, serca całego orszaku Trzech Króli. Cisza stała się tu równie ważna jak śpiew, a prostota wygrała z przepychem. W blasku betlejemskiej gwiazdy odnaleźliśmy sens drogi, dlatego że narodzenie Dzieciątka przypomina o nadziei rodzącej się w skromności. Wiemy, że świąteczna szopka jako forma sceniczna ma długą historię sięgającą św. Franciszka z Asyżu, a my kontynuujemy tę tradycję, dodając nasz entuzjazm oraz wzruszenie towarzyszące przyjściu na świat bezbronnego Mesjasza. Przed żłóbkiem nastąpiły trzy pokłony królów, każdy inny, mający swoje znaczenie. Pierwszy z nich przyniósł złoto — znak królewskiej godności, przypomnienie, że prawdziwa władza nie dominuje, lecz służy. Drugi złożył kadzidło, symbol modlitwy unoszącej się ponad powszednimi chwilami, delikatny most między ziemią a niebem. Trzeci podarował mirrę, zapowiedź ludzkiego losu, trudnego i kruchego, a zarazem przenikniętego sensem istnienia. Ten potrójny gest, znany w kulturze chrześcijańskiej jako hołd Mędrców ze Wschodu, stał się czytelną metaforą całego orszaku: drogi, poszukiwania i spotkania.
Instrumenty perkusyjne nadawały rytm krokom, kostiumy ożywiały przestrzeń, a miasto stało się sceną otwartą dla wszystkich. Szliśmy razem, ciesząc się nadzieją, bo właśnie ona prowadzi nas przez historię, teatr i codzienność — z uśmiechem, energią oraz wiarą w sens wspólnego świętowania wynikającą z faktu Narodzenia Pańskiego.
KONTAKT
katolik.trzcianka@gmail.com